Dieta bezsocialmediowa

204
kawa i telefon

O korzyściach z ograniczenia kontaktu z social mediami

Nie wiem, od czego dokładnie się zaczęło. Może od tego, że w pewnym momencie moim pierwszym odruchem po przebudzeniu było przescrollowanie Instagrama i sprawdzenie powiadomień na Facebooku. Albo od tego, że czytając dla przyjemności, zastanawiałam się, czy ten cytat pasowałby do mojego fanpage’a. Nie wspominając już o słynnym robieniu zdjęć jedzeniu – a raczej frustracji, że nie umiem zrobić tego tak dobrze, jak dziewczyny, które do perfekcji opanowały sztukę flat lay, i poczuciu, że „zmarnowałam” taki instagrammable posiłek.

Z jednej strony nie wydaje się to niczym dziwnym. W końcu jestem blogerem, internetowym influencerem, to wszystko jest wpisane w moje zajęcia. Nie ma cię w social mediach, nie istniejesz. Nie piszesz, nie publikujesz – zapominają o tobie. Na twoje miejsce wchodzą inni.

Tak przynajmniej myślałam, dopóki życiowe zawirowania nie oderwały mnie na dobre od komputera. Nagle okazało się, że i bez nowych wpisów na Facebooku fanów magicznie przybywa, na blogu ciągle ktoś czyta i komentuje archiwalne wpisy, na Instagramie lajkują i odlajkowują kolekcjonerzy followersów, a na Google Plus – jak hulał pustynny wiatr, tak hula nadal. Życie w social mediach toczy się i beze mnie.

Cały artykuł przeczytasz w drugim numerze „Blogostrefy. Jedynego takiego czasopisma dla blogerów”. Przejdź do sklepu.