Pierwsze sto lat Kiki, najstarszej polskiej blogerki

23
blogerka

„Nazywam się Kika Szaszkiewiczowa. Zamiast pisać kolejną książkę, postanowiłam opowiadać rozmaite historie na moim blogu. W marcu 2013 roku kończę 96 lat, więc mam dużo do opowiadania z całego życia!”

To zdanie otwiera pierwszy blogowy wpis Ireny Szaszkiewiczowej, z domu Jarochowskiej herbu Przerowa, artystki Piwnicy pod Baranami. Blog „Moje pierwsze sto lat” z entuzjazmem założyła w wieku, w którym mało kto ma ochotę na nowe aktywności, i to pod warunkiem że… w ogóle dożywa go w dobrym zdrowiu.

Kice jednak się chciało. Tak jak chciało jej się przez prawie sto lat niezwykle aktywnego i obfitującego w ciekawe wydarzenia życia.

Kim była Kika Szaszkiewiczowa

„Szaszkiewiczowa urodzona przed rewolucją, niewykluczone, że francuską” – tak zapowiadał ją Piotr Skrzynecki w Piwnicy pod Baranami. „Mam kilka wcieleń, w zależności od tego, gdzie mieszkałam i co robiłam” – powiedziała o sobie w wywiadzie dla naTemat.pl.

Irena Szaszkiewiczowa była córką Joachima Jarochowskiego herbu Przerowa i Marii z Wiktorów. Urodziła się 4 marca 1917 roku w Babicy, niedaleko Rzeszowa, gdzie spędziła młodość. Jej siostra Maria była pisarką i działaczką komunistyczną, a brat Konstanty – znanym fotografem. Mężem Ireny był Antoni Szaszkiewicz. Mieli dwóch synów – Macieja i Joachima. W czasie II wojny światowej należała do Armii Krajowej, pomagała w aprowizacji akowców, dostarczała żywność, brała udział w akcjach grożących bezpośrednim aresztowaniem lub nawet śmiercią. Podczas okupacji pomagała także Żydom. Dzięki jej pomocy z lwowskiego getta wyszła cało rodzina żydowskiego artysty Artura Nachta-Samborskiego, późniejszego wybitnego malarza i profesora akademickiego.

W latach 50., mieszkając w Krakowie, została bywalczynią i jedną z osób tworzących środowisko Piwnicy pod Baranami. Była też główną bohaterką komiksu Szaszkiewiczowa, czyli Ksylolit w jej życiu publikowanego na łamach „Przekroju”. Od 1969 roku mieszkała w Stavanger w Norwegii, skąd organizowała pomoc humanitarną dla Polski. W 2007 roku powróciła na stałe do Polski. W roku 2011 drukiem ukazały się wspomnienia Kiki pt. Podwójne życie Szaszkiewiczowej.

Krakow. 24.02.2014. Kika Szaszkiewiczowa – 97 urodziny. Wystawa prac w galerii Look in Gallery. Wernisaz.
fot. Grzegorz Kozakiewicz

Jak powstał blog „Moje pierwsze sto lat”

Pomysłodawczynią i duchem sprawczym bloga była synowa Kiki, Wanda Szaszkiewicz – psychoterapeutka. To ona namówiła Kikę na napisanie książki Podwójne życie Szaszkiewiczowej. Pomysł blogowania Kika przyjęła z dużym entuzjazmem, tym bardziej że pisząc książkę, chciała zatytułować ją Moje pierwsze sto lat, jednak wydawnictwo nie wyraziło na to zgody. Pozostał lekki niedosyt, a w głowie Kiki jeszcze mnóstwo wspomnień, którymi chciała się podzielić z czytelnikami.

– Wtedy moja mama wpadła na pomysł pisania bloga, choć Kika nie do końca rozumiała jego ideę i siłę. Nie była „internetowa” – mówi Piotr Szaszkiewicz, wnuk Ireny Szaszkiewiczowej.

– Była zaskoczona, gdy dowiedziała się o blogowaniu, które dla nas nie jest niczym tajemniczym – dodaje syn Kiki, dr Maciej Szaszkiewicz, psycholog sądowy. – Dziwiło ją, że posiadamy wiedzę pochodzącą z innego źródła niż książki. Mama pochodziła przecież z epoki, której przedstawicielom trudno zrozumieć Internet. Miała 18 lat, gdy w ich domu w Babicy podłączono prąd. Wychowała się przy lampie naftowej.

Nazwę bloga „Moje pierwsze sto lat” wymyśliła Kika. Jednak pisaniem treści do Internetu musiał zająć się ktoś inny. Kika nie potrafiła pisać na klawiaturze, a na naukę było za późno, zwłaszcza że w wieku ok. 90 lat przeżyła w Norwegii ciężki wypadek samochodowy, po którym straciła władzę w jednej ręce. Liczne wspomnienia spisywała najbliższa rodzina sędziwej blogerki, ale za ostateczny przekaz odpowiadała ona sama, bo… – Była erudytką, przeczytała mnóstwo książek i miała ogromne wymagania co do słowa pisanego. Ujawniło się to już przy pisaniu pierwszej książki – przyznaje Piotr.

Posty na blog powstały więc zespołowo. Przy komputerze pracowały cztery osoby: synowa Wanda, syn Maciej, wnuk Piotr oraz Jan Strzałka, który pomagał Kice przy pierwszej książce. Najwięcej pisała Wanda Szaszkiewicz. Można powiedzieć, że tworzyli drużynę bloga Kiki. Spisywali wspomnienia, potem odczytywali je Kice, by je zatwierdziła albo wskazała, co poprawić. Aby ułatwić sobie pracę, dzielili się tematycznie. Na przykład za wpisy związane z II wojną światową i sportem odpowiadał Piotr.

Blog Kiki był autentyczny

Cała sztuka blogowania polegała na tym, by w postach blogowych oddać charakterystyczny styl mówienia Kiki. Lekki, żartobliwy, ironiczny, nie do podrobnienia. Dokładano więc wszelkich starań, aby zachować jego autentyczność. Kika większość wpisów dyktowała, praktycznie nie wstając z łóżka.

Wiele postów powstawało według pomysłów Kiki, ale rodzina i przyjaciel również podsuwali jej tematy, o których kiedyś im wspominała, a teraz mogłaby szerzej o nich opowiedzieć na łamach bloga.

– Sugerowaliśmy, żeby na przykład opowiedziała o tym, jak szabrowali francuski statek, i w ten sposób powstawał kolejny wpis. Tato wymyślił też, aby pojawiały się wpisy nie tylko o życiu Kiki, ale ogólnie o życiu w czasach jej dzieciństwa i młodości, na początku XX wieku – wyjaśnia Piotr Szaszkiewicz. Tak powstały posty o powozach czy o życiu różnych warstw społecznych.

Rodzina nie interesowała się szczególnie statystykami bloga i liczbą czytelników, nie promowała go ani nie reklamowała. Kika była osobą rozpoznawalną w Krakowie, więc gdy na rynku pojawiła się jej książka, zrobił się wokół niej hałas. Kiką interesowali się dziennikarze, pojawiły się artykuły, wywiady, nagrania, a tym samym na blog przybywali kolejni czytelnicy.

– Fakt, że w wieku 96 lat zaczęła prowadzić blog, czyli prawdopodobnie była najstarszą blogerką w Polsce, a może i na świecie, przyciągał czytelników – przyznaje wnuk Piotr. – Nie bez znaczenia było też zaangażowanie ogromnego grona przyjaciół i znajomych członków rodziny Kiki. Informacje o blogu „Moje pierwsze sto lat” szybko roznosiły się pocztą pantoflową.

– Ciekawiło ją, kto czyta wpisy, kto na nie odpowiada, które tematy się podobają – dodaje Maciej Szaszkiewicz.

Co blogowanie dało stulatce

Miała niesłychanie jasny umysł, który ciągle ćwiczyła, na przykład poprzez codzienne, nawet kilkugodzinne rozwiązywanie krzyżówek. Czytała wiele książek, a gdy już nie mogła czytać, oglądała telewizję.

– Blogowanie również ćwiczyło jej umysł, choćby przez przypominanie sobie wydarzeń z przeszłości – mówi Piotr. – Jak prawie każdy artysta była egocentryczna, a blogowanie przynosiło zainteresowanie jej osobą. Fakt, że istnieje w świadomości internautów, choć ma prawie sto lat i leży w łóżku, był dla niej po prostu miły. Nam również wiele to dało, bo chcieliśmy, żeby po niej został jakiś ślad. Czasem podpytywaliśmy o jakąś drobną rzecz, a okazywało się, że jest ona wierzchołkiem góry lodowej, bo stulatka ma przecież ogromną wiedzę o świecie. Chwile spędzone z Kiką były dla mnie bezcenne.

Pisz tak, jakby czytał Cię cały świat

Kice wydawało się, że jej blog czyta każdy, kto ma dostęp do Internetu. – Mówiła mi na przykład: „Wiesz, ludzie dziś bardzo brzydko jedzą. Kiedyś przywiązywano do tego większą wagę. Chciałabym ich tego nauczyć przez tego bloga” – wspomina Piotr. – Dla nas było to bardzo wzruszające.

***

„Zawieszam pisanie, gdyż muszę się zająć moim chorowaniem. Chciałoby się powiedzieć zdrowieniem, ale nie jest to łatwa ani krótka droga i różnie się kończy…” – poinformowała swoich czytelników w pierwszej dekadzie sierpnia 2014 roku.

Zmarła 11 sierpnia, kilka dni po tym, jak otrzymała Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. „Na pewno by nie chciała, żeby wspominać ją ze smutkiem i płaczem. Wolałaby widzieć nas opowiadających o niej ze śmiechem, w dużym, głośnym, żywiołowym gronie. Nie płaczcie więc, zachowajcie we wspomnieniach Jej szalone życie, ukochaną Babicę, dalekie ciche fiordy, niekonwencjonalne, ale mądre rady, dowcipne powiedzonka” – napisał na blogu jej wnuk Piotr.

Podczas pogrzebu Kiki „Piwnica pod Baranami dała prawdziwy koncert miłości. W trakcie konduktu grali jazz, tak jak pragnęła Kika, a potem zaśpiewali tak pięknie, że ciarki po plecach przeszły”.

Blog „Moje pierwsze sto lat” istnieje nadal, będąc skarbnicą wiedzy o ludziach i czasach, które już nie wrócą.


Więcej artykułów przeczytasz w drugim numerze „Blogostrefy. Jedynego takiego czasopisma dla blogerów”. Przejdź do sklepu.