Jak rozpętałem pierwszą grupę fejsową

5

Nie lubię Facebooka. Nie jestem towarzyski. Nie potrafię zarządzać ludźmi. Więcej charyzmy ode mnie ma pierwszy lepszy mop do mycia podłóg. Słowem – mam absolutnie wszystko, co potrzebne, żeby nigdy w życiu nie prowadzić żadnej grupy na FB.

A jednak…

To była jedna z najbardziej spontanicznych akcji w moim życiu. Tuż po wyborze ślubnych obrączek w mniej niż 30 sekund.

Parę dni wcześniej, zanim drżącą ręką kliknąłem przycisk „Załóż grupę”, dopadło mnie ostre wypalenie. Chciałem rzucić w cholerę całe to blogowanie. Dziś wiem, że wypalenie, kryzys czy nawet zwykłe chwilowe zniechęcenie to paradoksalnie… samo dobro. To znakomita szansa na pojawienie się w naszym życiu czegoś zupełnie nowego.

Cały artykuł przeczytasz w drugim numerze „Blogostrefy. Jedynego takiego czasopisma dla blogerów”. Przejdź do sklepu.