Psia miłość

35

Kiedy mówię i myślę o zwierzętach, nie lubię używać określenia „posiadać”. Posiadać można nowy samochód, mieszkanie czy kalendarz. Zwierzak w domu, jakiegokolwiek gatunku, to dla mnie przyjaciel, pełnoprawny współlokator, towarzysz życia.

Odkąd się urodziłam, byłam wychowywana z psami. Dzisiaj mam niezwykłe szczęście mieszkać pod jednym dachem z zagubioną suczką, pięcioletnim kundelkiem zwanym Psikuską. Jako szczeniak zgubiła się i utknęła na prawie tydzień w rurze. Została znaleziona wycieńczona, wychudzona i cała w smole. Ogromna wola życia pozwoliła jej przeżyć, a kiedy była podleczona na tyle, że nadawała się do adopcji, z moim ówczesnym partnerem (dziś mężem) podjęliśmy decyzję w ułamku sekundy. Znaleźliśmy jej zdjęcie w Internecie i następnego dnia już była z nami. Zanim zdążyła trafić do schroniska, odebraliśmy ją z kliniki weterynaryjnej i zapewniliśmy bezpieczny dom.

Psikuska jest wyjątkowym psem. Przymiotniki, jakimi najczęściej jest obdarzana przez znajomych i rodzinę, brzmią: „ludzka”, „mądra” i „inteligentna”. Lubi się uczyć i bardzo szybko łapie nowe polecenia i zadania. Z drugiej strony uwielbia się bawić, biegać za patykiem i przytulać. Jest zarazem śpiochem, ale i bardzo aktywnym psem, który lubi długie spacery po lesie. Świetnie dogaduje się ze swoimi szczurzymi współlokatorami, ale nie szanuje kotów. Potrzebuje wiele uwagi, jak każdy pies, dlatego adopcja zwierzaka nie zawsze jest łatwą decyzją.

Dla nas, osób od zawsze wychowywanych ze zwierzętami, oczywiste było, że kiedy przejdziemy na swoje, w domu nie może zabraknąć czworonoga. To są naturalne decyzje podejmowane przez tych, którzy szanują inne gatunki. Rozumiem jednak, że nie każdy miał okazję przeżyć swoje dzieciństwo wśród zwierząt i dla niego taka decyzja może wiązać się z długą analizą plusów i minusów. My podjęliśmy tę decyzję bardzo świadomie, z uśmiechem na ustach i dziś możemy cieszyć się miłością, jaką daje nam nasz psi przyjaciel.

Poprosiłam dwie blogerki – które od jakiegoś czasu podglądam i szanuję za to, co robią w sieci – o podzielenie się swoimi refleksjami na temat relacji pies–człowiek.

Jedną z nich jest Weronika, która na co dzień pisze o grafice, ale w domu ma trzy psy i jednego kota – cudowną zgraję adopciaków. To od niej dowiecie się, że minusy posiadania zwierząt nie istnieją. Obowiązki dotyczące naszych pupili nie są minusami. To jedynie zobowiązania, które należy umieścić w swoim codziennym grafiku i po prostu lekko się przeorganizować.

Drugą z blogerek jest Kasia, która od sześciu lat na blogu opisuje podróże ze swoim psem. Obalając w ten sposób kolejny mit, że mając zwierzaka, już nigdzie nie wyjedzie się na wakacje. Kasia pokazuje, że w pewnym momencie wakacje bez psa mogą okazać się bardzo puste, bo bywa on najlepszym podróżniczym kompanem.

Chciałabym zwrócić Waszą uwagę na jeszcze inną rzecz. Coraz więcej osób wrzuca do sieci słodkie zdjęcia zwierzaków. To piękni, wdzięczni modele, więc nie ma czemu się dziwić. Sama uwielbiam fotografować swoich czworonożnych mieszkańców. Z jednej strony to pewien rodzaj zachęcania do adopcji i dobrze, bo wiele zwierzaków cały czas czeka na swój dom, a pokazywanie, że „posiadanie” zwierzaka to coś cudownego, zachęca innych do pójścia w tym kierunku. Z drugiej jednak strony wiele osób, podglądając piękne zdjęcia, podejmuje nieprzemyślane decyzje, które później kończą się katastrofą – sfrustrowanym właścicielem, nieszczęśliwym psem czy nawet w skrajnych przypadkach porzuceniem.

Husky pięknie wyglądają na zdjęciach, ale to trudna rasa i nie dla każdego. Niektóre rasy są bardziej wymagające, inne mniej. Niektóre są bardziej podatne na choroby, inne znów potrzebują dużo czasu spędzać na dworze.

Zanim więc zdecydujemy się na konkretny gatunek zwierzaka i rasę, poczytajmy o nim w sieci i sprawdźmy, czy taki piesek, szczurek, kotek, królik – odnajdzie się w naszym trybie życia, ewentualnie czy my będziemy w stanie dostosować swój tryb codziennego funkcjonowania do nowego mieszkańca.

Oczywiście zachęcam każdego do adopcji czworonoga, ale jeżeli ta adopcja ma być lekkomyślna i zakończyć się przywiązaniem psa do drzewa, bo „szykują się wakacje” – to jednak lepiej nie adoptować w ogóle i nie skazywać psa na niewdzięczność z naszej strony.

Zwierzak zawsze da nam ogrom swojej miłości i wdzięczności. My niestety w wielu przypadkach nie potrafimy tego docenić i uszanować.

Weronika:

Szczeniaczek, pies dorosły czy może psi senior?
Która adopcja jest najlepsza?

Każda adopcja jest dobra, niezależnie od tego, ile pies ma lat ani w jakim jest stanie zdrowotnym. Z jednej strony warto wiedzieć, że psy starsze mają najmniejsze szanse adopcyjne, z drugiej – niech szczeniaki wychodzą do domów, kiedy są jeszcze małe, słodziutkie i ich perspektywy na własny kąt są największe. Jeśli zaczną się starzeć w schronisku, to ich szanse na nowego właściciela będą malały z miesiąca na miesiąc.

Kwestia, czy adoptować młodego, czy starszego psa, powinna być indywidualnie rozważona i dobrze przemyślana. Sama adoptowałam dwa dorosłe psy (w chwili adopcji miały 2 i 3 lata) i dwa seniorki (w chwili adopcji – 16 i 14 lat). Ponadto jako dziecko miałam dwa psy od wieku szczenięcego, więc dobrze znam plusy i minusy posiadania zwierząt w różnej grupie wiekowej.

Trzy psiaki i kotka

Na zdjęciu ze mną od lewej: Pimpek (14 lat), Trufla (7 lat), Kluska (6 lat). Fot. Agnieszka Werecha

Razem z moim partnerem jesteśmy właścicielami trzech adoptowanych kundelków: Trufli, Kluski i Pimpka oraz kotki Muffinki. Dziadek Pimpuś (14 lat) zajął miejsce Kazia, który odszedł od nas w grudniu ubiegłego roku, dożywając pięknego wieku 19 lat. Dodam, że nie posiadamy wielkiego domu z ogrodem, mieszkamy w mieszkaniu. I choć teraz jako freelancer pracuję w domu – taki układ funkcjonował jeszcze, kiedy pracowałam na etacie. Piszę o tym, bo krąży mit, że pies nie wysiedzi sam przez 10 godzin, a do pełni szczęścia jest mu potrzebny wielki dom z hektarowym ogrodem. Psy w mieszkaniu funkcjonują świetnie, a spacer z człowiekiem jest zawsze potrzebny – niezależnie, czy pies ma do dyspozycji ogród, czy nie.

Kotka Muffinka (5 lat). Archiwum prywatne

Psy dorosłe i starsze – mity na temat adopcji

Niejednokrotnie zdarzyło mi się usłyszeć od kogoś, że ma chęć adoptować kilkuletniego czy kilkunastoletniego psa, ale wiąże z tym szereg obaw. Najczęściej jest to lęk przed tym, że dorosły pies:

  • nie nauczy się nowych rzeczy (mit),
  • nie zmieni swoich przyzwyczajeń (mit),
  • nie przywiąże się do nowego właściciela (mit).

Psy uczą się bardzo sprawnie, zmieniają swoje przyzwyczajenia o wiele szybciej niż ludzie. Jednocześnie trzeba pamiętać o tym, żeby dać zwierzęciu czas na adaptację, ale być też zdecydowanym w relacjach z czworonogiem. Czyli z jednej strony nie wpadamy w furię, kiedy pierwszego czy czwartego dnia zwierzę zesika się w domu, a z drugiej nie pozwalamy sobie wejść na głowę, „bo to bidul ze schroniska”. Trzeba znaleźć złoty środek, a z doświadczenia wiem, że taka umiejętność to również wartość dla człowieka. Od kiedy mamy zwierzaki, jestem o wiele lepiej zorganizowana, zdecydowana i mam więcej zrozumienia dla niektórych sytuacji. I nie mówię tutaj tylko o ludzko-zwierzęcych relacjach, bo te naturalne i intuicyjne zachowania zwierząt dają sporo do myślenia i zmieniają nas na lepsze w codziennym życiu.

Jakie są plusy posiadania zwierząt?

Towarzystwo mojej gromadki to ogromna wartość – spędzając większość tygodnia w domowym biurze, ich obecność doceniam jako bezcenną i nie wyobrażam sobie, żeby ich nie było. Chyba zamknęłabym działalność po pół roku, mówiąc przy tym do ściany. W posiadaniu zwierząt widzę szereg plusów, a są m.in. następujące:

  • Zawsze potrafią poprawić mi humor – mają jakieś magiczne radary na ludzkie nastroje i doskonale wiedzą, kiedy i jak pocieszyć.
  • Zapewniają mi dawkę zdrowego ruchu – spacery mają wiele zalet!
  • Uczą cieszenia się ze zwykłych rzeczy – tak, tak – właśnie spoglądam na Pimpka, który tarza się z radości w posłaniu, bo zjadł obiad, i myślę wtedy, że mam w życiu wszystko, czego mi trzeba do szczęścia.
  • Dają ogrom satysfakcji – kiedy patrzę na te mordy i myślę, że przecież były bezdomne, a teraz beztrosko śpią na kocu, to robi mi się ciepło na sercu.
  • Nadają odpowiedni rytm dnia (i znowu – przy pracy freelancera to ogromna wartość – nie zasiedzę się przy komputerze przez 20 godzin, bo spacerek musi być).

A jakie są minusy?

Szczerze? Nie ma żadnych! Niektórzy mogą postrzegać obowiązki w kategoriach minusów – jeśli ktoś zobowiązania wobec zwierzęcia traktuje właśnie jako minusy, to nie powinien decydować się na zwierzę. Trzeba pamiętać o tym, że pies czy kot nie zostanie sam w domu, kiedy pojedziemy na wakacje, a weterynarz czy karma to nowy, stały punkt w domowym budżecie. Dla mnie to przede wszystkim kwestie organizacyjne i rozwojowe, bo tak traktuję obowiązki. Trzeba liczyć się z tym, że nasza organizacja czasu i budżetu będzie wyglądała inaczej. Jednak w zamian za to zyskamy naprawdę wiele.

Wróćmy jeszcze do zwierzęcych seniorów

Jeszcze raz podkreślę, że każda adopcja jest dobra. Nie ukrywam, że starsze psy są szczególnie bliskie mojemu sercu – uważam, że mają niesamowity urok. Te starszaki najczęściej nie są wymagające – potrzebują krótkich spacerów, są uczuciowe i najczęściej to psy, które już mieszkały z człowiekiem i są nauczone ludzko-psich zwyczajów. Senior nie zdemoluje Ci mieszkania, nie rozszarpie nowej pary butów, nie będzie potrzebował dwóch godzin dziennie, żeby się wybiegać po lesie. Taki senior to może być idealna opcja dla Ciebie, jeżeli szukasz czworonożnego przyjaciela, który będzie spokojny i zrównoważony. Starsze zwierzęta bardzo często zostają osierocone przez swoich wiekowych, zmarłych właścicieli. Takiemu psu czy kotu, który kilkanaście lat swojego życia spędził przy boku ukochanej pani, ciężko odnaleźć się w schroniskowej rzeczywistości. I są to zwierzaki najtrudniejsze adopcyjnie – właśnie przez swoją metryczkę. Ale przecież wiek ani wygląd nie determinują charakteru, który może być wspaniały. Warto o tym pamiętać!

Adopcja zwierząt to temat rzeka. Każda adopcja przebiega inaczej, każdorazowo to emocje dla zwierząt i ludzi. Najczęściej już na spacerze zapoznawczym czuć, czy „kliknie”, więc nawet jeśli pierwsze wspólne dni nie będą idealne, warto uzbroić się w cierpliwość i poczekać chwilę, żeby złapać ten wspólny rytm.

 

Kasia:

Pies wywrócił moje życie do góry nogami. Dosłownie.
Odkąd jest z nami Flicka, nic nie jest takie samo

Była to bardzo… nieodpowiedzialna decyzja i zawsze wstydzę się, kiedy to opowiadam. Zima 2010 roku. Pojechałam na wywiad do Zakopanego. Kiedy wracałam, w drodze na dworzec kupiłam psa za 150 zł. Przyjechałam do domu, wpisałam w Google „husky” i… rozpłakałam się. Okazało się, że to jedna z najbardziej wymagających ras, pies niezależny, chodzący własnymi ścieżkami, pies demolka i uciekinier, a do tego kupiłam go z nieznanego źródła, więc tak naprawdę wydarzyć się mogło wszystko.

Nie miałam bladego pojęcia o psach. Nie siedziałam w „psich internetach”, nie wiedziałam, że istnieją jakieś pseudohodowle, fabryki psów. Zresztą wtedy prawo jeszcze nie zakazywano handlu psami z niezarejestrowanych hodowli. Dla mnie było to proste – facet z wioski pod Zakopanem chciał sprzedać szczeniaki. I akurat napatoczył się na mnie. Dopiero potem zaczęłam czytać, rozmawiać z ludźmi i wiem, jak ogromne mam szczęście, że Flicka jest normalnym, zdrowym psem.

Katarzyna Świerczyńska. Archiwum prywatne.

Jest też moim pierwszym psem. Poprzednio byłam totalną kociarą. Jak bardzo myślałam „po kociemu”, niech świadczy kolejna głupia rzecz, jaką zrobiłam na samym początku – wzięłam psa na ręce, a potem upuściłam, będąc pewna, że skoczy miękko na podłogę, jak robią to koty. Na szczęście nie trzymałam jej wysoko, ale porządnie ją przestraszyłam (i siebie też).

Postanowiłam wziąć się do roboty. Bo skoro już miałam psa, którego tak ciężko będzie wychować (jak powiedziały mi internety), to nie było co czekać na cud. Niemal od początku chodziłyśmy z Flicką na zajęcia z posłuszeństwa (najpierw „psie przedszkole”, potem kolejne stopnie nauki). Okazało się, że jest psem, który lubi nowe rzeczy, lubi naukę, dlatego chodziłyśmy też na kurs sztuczek, a nawet przez rok na zajęcia agility (choć nie było łatwo, to jednak wiele się obie nauczyłyśmy przez ten czas). Dzięki psu po latach przerwy wróciłam do biegania, na pewien czas nawet dość intensywnego. Startowałyśmy wtedy w canicrossie, biegu z psem, który jest jedną z dyscyplin sportów zaprzęgowych.

Pies sprawił, że poznałam mnóstwo ludzi. To Flicka była dla mnie impulsem, żeby założyć blog. I właściwie od samego początku wszędzie zabierałam ją ze sobą. Każde wyjście, każdy wyjazd były planowane tak, żeby móc zabrać psa. Co ważne – nie mamy samochodu. Przemieszczamy się, przede wszystkim korzystając z komunikacji publicznej. To wymagało, szczególnie na początku, wiele pracy. Flicka panicznie bała się ruchomych schodów. Nie potrafiła wsiadać i wysiadać z pociągu, jeśli peron był nisko, a drzwi do pociągu wysoko. Musiałam ją oswoić z tym wszystkim, żeby podróże były komfortowe dla nas obu. Chcę przez to powiedzieć, że nie warto się zniechęcać, jeśli coś nie idzie tak, jakbyśmy chcieli, tylko zakasać rękawy i pomyśleć, co zrobić, żeby było dobrze.

Podróżowanie z psem nie jest zupełnie beztroskie. Trzeba przewidzieć i zaplanować wiele rzeczy, o których nie myślimy, kiedy jedziemy sami. Począwszy od dojazdu, przez nocleg i spędzanie czasu na miejscu. Czy będą tam restauracje, do których wejdziemy z psem? Gdzie jest najbliższy weterynarz? Czy są tereny spacerowe? Jeśli jedziemy na dłużej – psi bagaż potrafi zająć sporo miejsca, szczególnie gdy musimy zabrać zapas karmy. Trzeba też znać przepisy, które dotyczą czworonożnych podróżników. I przede wszystkim – w miarę możliwości przygotować psa na rzeczy, których nie zna. Jeśli na przykład pierwszy raz jedziesz z psem na wakacje pociągiem, znajdź czas, żeby wcześniej pójść na dworzec, zobaczyć, jak twój pies reaguje na tłok, hałas wjeżdżającego pociągu, przejedź się na krótkiej trasie, żeby zobaczyć, jak zachowuje się w czasie podróży. Jeśli coś będzie nie tak, masz czas, żeby nad tym popracować i znaleźć optymalne rozwiązanie.

Katarzyna Świerczyńska. Archiwum prywatne.

Kocham podróżować z Flicką. Uwielbiam długie spacery, ale – doskonale zrozumieją to wszyscy blogerzy i influencerzy – lubię też robić ładne zdjęcia w fajnych miejscach z psem w roli głównej. Pamiętam, jak byliśmy w Berlinie bez psa. Wieczór w dzielnicy Spandau. I akurat stojące auto oświetliło nas, rzucając niesamowity cień na budynek nad rzeką. Moja pierwsza myśl? Jaka szkoda, że nie ma Flicki, byłoby perfekcyjne zdjęcie! A bez psa? Jakoś tak bez sensu…

Kiedy masz ze sobą psa, nie pędzisz tak, żeby zobaczyć jak najwięcej. I wbrew pozorom dostrzegasz wtedy właśnie więcej, bo zwracasz uwagę na drobiazgi. Albo docierasz do miejsc, których nie odwiedziłbyś bez czworonoga.

Zawsze będę zachęcać do tego, aby zabierać ze sobą psa na wakacje, ale nic na siłę. Urlop bez psa to nie zbrodnia. Zbrodnią jest porzucenie psa. W zeszłym roku po raz pierwszy wyjechaliśmy na tydzień bez Flicki. Mieliśmy zaproszenie do Szwajcarii i z różnych powodów nie mogliśmy wziąć jej ze sobą. Była pod opieką zaprzyjaźnionej i sprawdzonej petsitterki. To też jest ważne – żeby nie podchodzić do wszystkiego zero-jedynkowo.

Flicka jest z nami już ponad siedem lat. To, co się przez ten czas zmieniło, to podejście ludzi do psów w przestrzeni publicznej. Nie jest idealnie, ale zdecydowanie coraz lepiej. Podróżowanie z psem nie jest już niczym nadzwyczajnym, a coraz większa liczba osób wędrujących ze zwierzakami przekłada się też na liczbę ciekawych blogów czy kanałów w social mediach. To niewyczerpane źródło inspiracji. Źródło konkretnych rad, sprawdzonych adresów, przyjaznych psom miejscówek, najlepszych tras spacerowych. Osobiście lubię podglądać blogi: makulscy.com, miedzygatunkowarodzina.pl, zapsieniwsieci.pl, frelka.pl i podrozezpazurem.pl. Niewyczerpanym źrodłem inspiracji jest Instagram i pięknie prowadzone konta psich podróżników. Polecam zajrzeć chociażby na na profile: @hashtajga czy @rastawhiteshepherd.

***

Weronika Boruń. Miłośniczka zwierząt, grafiki i kawy. Właścicielka trzech cudownych kundelków oraz uroczej kotki. Pracuje jako freelancer, a w wolnym czasie prowadzi kreatywny blog mavelo.pl.

Katarzyna Świerczyńska. Dziennikarka, zajmuje się głównie pisaniem, współtworzy też nadawaną na żywo audycję „Aktywna Sobota” w Radiu Szczecin. Ma dwa koty (Hertha i Bundesliga, dla bliskich: Hertulek i Bundesia) oraz Flickę, suczkę husky. Od sześciu lat prowadzi blog podrozezpsem.pl

Fot. tytułowe: Bartosz Sobczak